piątek, 26 kwietnia 2013


1


  Miałeś kiedyś tak, że bezsilność rozsadzała Cię od środka? Że jedyne co byłeś w stanie zrobić, to położyć się na ziemi i cedząc przekleństwa przez zaciśnięte zęby, starać się nie wybuchnąć krzykiem, który dusisz w sobie odkąd tylko pamiętasz? Że zaciskałeś pięści z całej siły, bo miałeś ochotę zniszczyć wszystko i wszystkich w zasięgu swojego wzroku? Że jedyną rzeczą, która trzymała Cię przy życiu była piosenka, którą bez przerwy odtwarzałeś w swojej głowie, ta która tak dokładnie odzwierciedlała Twój stan? Miałeś tak? Że próbowałeś powstrzymać łzy cisnące Ci się do oczu, lecz czasem było to po prostu niewykonalne? Że kiedy już się pozbierałeś, to czułeś się jak domek z kart na wietrze, który w każdym momencie może rozsypać się z powrotem? A gdy tylko dochodziło do spotkania z innymi ludźmi śmiałeś się, uśmiechałeś i robiłeś wszystko, żeby tylko uniknąć niewygodnych pytań, aby nie dać po sobie poznać, ze własnie zawalił Ci się cały świat? Było tak cudownie, że aż chciało Ci się skakać. Z mostu. Najlepiej pod pociąg. Ale przez te wszystkie lata swojego życia nauczyłeś się być niemal perfekcyjnym aktorem, przedmiotem bez uczuć, który wiedział, że gdy tylko okaże światu swoją słabość, on to wykorzysta. Że jeśli świat da Ci choćby najmniejszy powód do radości, to możesz być pewny, że zaraz go zabierze, sprawiając tyle bólu i cierpienia, że nie masz już nigdy więcej ochoty być szczęśliwy. Naprawdę nie chcesz czuć już kompletnie nic. I udaje Ci się, ale to okazuje się jeszcze gorsze. Nagle stajesz się robotem, który automatycznie odtrąca od siebie ludzi, którzy mogą dać Ci szczęście, raniąc ich, bo tak jest łatwiej. Nie trzeba samemu cierpieć. Zapominasz tylko o tym, że nadal jesteś jedynie nic nie znaczącym człowiekiem, w wielkim wszechświecie i w końcu ktoś przebije się przez tę Twoją barierę obojętności. A Ty znowu będziesz mógł tylko bezsilnie czekać na ogromny cios, który w zamian za chwilę szczęścia ześle Ci okrutny świat.

-Zabrałeś mi ją!!!!! - wrzasnąłem w przestrzeń, stając na krawędzi urwiska - A teraz masz oddać ją z powrotem, słyszysz?!?!?!
Echo mojego krzyku obwieszczało to samo wszystkim skałom i rzece znajdującej się tysiące metrów pode mną. Padłem na kolana i zaniosłem się bezsilnym szlochem, nadal kurczowo trzymając w dłoniach gazetę, w której na pierwszej stronie widniał wielki nagłówek: 'Zeszłej nocy spłonął dom wraz z jego mieszkańcami, zanim dotarli do niego funkcjonariusze straży pożarnej. Zaginęło ciało nastolatki.'
Spoglądając w wielką otchłań znajdującą się przede mną, wypuściłem gazetę z rąk, a ona niesiona przez wiatr powoli zbliżała się ku ziemi, ściągana siłami grawitacji.
Z mojego oka popłynęła kolejna, niechciana łza.

piątek, 31 sierpnia 2012

Prolog


Dziewczyna złapała walizkę i prawie na ślepo zaczęła wrzucać do niej jak najwięcej rzeczy. Oczy piekły ją i łzawiły, ogień rozprzestrzeniał się coraz szybciej, a ona nie mogła pozwolić na to, żeby spłonęło wszystko co do tej pory posiadała, chociaż nigdy nie było tego zbyt wiele. Zaczęła panicznie szarpać za zamek walizki, który nie chciał jej słuchać. Drżała na całym ciele, co jeszcze bardziej utrudniało jej zapięcie bagażu. Zaklęła głośno i złapała walizkę tak, żeby po drodze wszystkiego nie zgubiła. Westchnęła i od razu zakrztusiła się dymem, który zaczął docierać już również do jej pokoju. Ostatni raz rozejrzała się dookoła. Przypomniała sobie o czymś. Rzuciła się w stronę szafy, otworzyła ją tak energicznie, że naderwała drzwiczki. Nie zwróciła nawet na to uwagi i zaczęła wyrzucać z niej wszystkie rzeczy.  Na samym dole znalazła niewielkie zdjęcie, na którym wyraźnie odznaczył się czas. Przyjrzała się mu w zamyśleniu, po czym uznała, że marnuje cenne sekundy i wepchnęła je byle jak do kieszeni  założonych w pośpiechu jeansów. Wypadła z pokoju i spojrzała na drzwi znajdujące się naprzeciwko niej. Gdyby ktoś zobaczył ją w tym momencie, kiedy z uśmiechem na ustach i przerażającym błyskiem w oku przekręciła klucz w zamku sąsiednich drzwi, nawet jeśli znałby całą jej historię, nie powstrzymałby ciarek przechodzących po całym jego ciele od góry do dołu. Dziewczyna zbiegła po schodach, przy każdym kolejnym oddechu krztusząc się dymem i coraz bardziej czując żar dochodzący z lewego skrzydła domu. Roześmiała się z ulgą, kiedy dostrzegła, że do drzwi wejściowych nie dotarł jeszcze ogień. Nacisnęła na klamkę, która nie ustąpiła. W jednym momencie serce podeszło jej do gardła. Usłyszała trzask i dostrzegła płomienie zbliżające się o wiele za szybko. Nie zginę. Nie tutaj – powiedziała twardo w myślach i rzuciła się w stronę okna znajdującego się jak najdalej od ognia. Zastanawiała się ile ma czasu odkąd je otworzy. Przerażona stwierdziła, że razem z walizką nie będzie w stanie się przez nie przedostać. Spojrzała szybko na bagaż i podjęła decyzję. Nacisnęła na klamkę, która ku jej uldze ustąpiła. Złapała walizkę, ale kiedy chciała ją przerzucić na zewnątrz, wszystko się z niej wysypało. Dziewczyna nie powstrzymała szlochu. Złapała kilka rzeczy i w ostatnim momencie wyskoczyła przez okno. Zaraz za nią pojawiły się płomienie.  Kurczowo trzymając jedyne rzeczy, które jej pozostały pobiegła w stronę lasu, który znajdował się poza zasięgiem płomieni. Kiedy uznała, że jest w bezpiecznej odległości od domu usłyszała z dala dźwięk straży pożarnej. To się pośpieszyli – pomyślała uśmiechając się ironicznie pod nosem i spoglądając w gwieździste niebo. Nie  znajdą jej, a poza tym na razie na pewno nie będą szukać. Pomyślą, że również spłonęła.  Usiadła w ciemności na wielkim kamieniu i nie przestając się uśmiechać przyglądała się płonącemu domowi. Kiedy wóz strażacki podjechał pod posiadłość, z domu nie zostało już prawie nic. Było za późno, żeby uratować cokolwiek… kogokolwiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz